11 grudnia 2016 Ania :) 2Comment

Ludzie żyją obecnie we wszechogarniającym stresie, nie ma właściwie od niego ucieczki, a sposoby jego niwelowania zazwyczaj sprawdzają się tylko na chwilę. Mimo to zewsząd jesteśmy uświadamiani, że źródła wielu naszych problemów zdrowotnych pojawia się właśnie w wyniku długotrwałego działania czynników stresogennych na nasz organizm.

Ba sama niejednokrotnie słyszałam, że powinnam odciąć się od wszystkiego, co może ów stres powodować. Jednakże przekonałam się na własnej skórze, że dużo łatwiej jest powiedzieć niż zrobić – cóż poradzić, jak to mówią, taki mamy klimat 😛 Zdaję sobie sprawę, że ten STRES pisany wielkimi literami miał i ma wpływ na leczenie zaburzeń pracy tarczycy (przyp. red.) oraz innych zaburzeń odżywiania (nie będę się nad tym teraz zagłębiać, choć wiele mam na ten temat do powiedzenia / napisania, ale zostawmy sobie tą wątpliwą przyjemność wspominania na inny raz).

Jak już wcześniej wspomniałam  próbowałam przeróżnych rozwiązań, aby stres wyeliminować lub chociaż zniwelować jego działanie. I wiecie co? Nie da się. Oczywiście nie chodzi o to, że nie da się unikać sytuacji typowo stresowych, lecz raczej o kwestię, że ów stres pojawiać się będzie nadal.

Co więc możemy zrobić?

Proponuję podejść do sytuacji trochę inaczej, rzekłabym, na opak. Mianowicie – czemu by się ze stresem nie zaprzyjaźnić? Tak właśnie. Dobrze widzisz. Proponuję Ci zaprzyjaźnić się ze stresem. Jak już nie możesz go uniknąć, zniwelować, wyeliminować, to czerp z niego korzyści. Dzięki temu nauczysz się z nim żyć i nawet się nie obejrzysz, a stanie się on Twoim nieszkodliwym przyjacielem :).

Do sedna.

Nie twierdzę, że nie powinniśmy neutralizować stresu, bo jak najbardziej należy do tego dążyć. Aczkolwiek samo podejście do stresu ma również ogromne znaczenie. Jeśli uwierzymy, że stres nam szkodzi to tak będzie. Natomiast sama wiara w nieszkodliwość stresu pomoże nam trochę mniej się nim przejmować. Zmieniając samo nastawienie wobec stresu, możemy zmienić reakcję ciała na ów stres. Wystarczy tylko przyjąć, że jest on naturalną reakcją naszego ciała na różne sytuacje, nie zaś wrogiem. Kiedy zaczniemy postrzegać stres jako zbiór pozytywnych reakcji staniemy się mniej „spięci” i zyskamy pewność siebie. Tutaj posłużę się cytatem z książki (tytuł i autor na dole wpisu – ogólnie bardzo polecam tą pozycję jeśli chcecie zagłębić się w problem, jakim są zmęczone nadnercza):

Skoro żyjemy w bardzo stresogennych czasach chodzi o to, abyśmy stresowali się lepiej”, ponieważ podejście do stresu ma olbrzymie znaczenie. Gdy będziemy postrzegać stres jako coś pozytywnego – co nie znaczy, że mamy go poszukiwać lub nie szukać wyjścia z chronicznie szkodliwych sytuacji – ciało zacznie nam wierzyć i reakcja na stres stanie się empirycznie zdrowsza. Wykształcimy w sobie tak zwaną biologię odwagi, która pozwoli nam być bardziej odpornymi na codzienne wyzwania.*

Także weźmy głębszy oddech i wyciągnijmy rękę do naszych lęków, niepokojów i obaw. Ja staram się to założenie wprowadzić do swojego życia i powiem Wam, że czuję się o wiele lepiej ze samą sobą. Robię rzeczy, których do tej pory unikałam ze względu na stres właśnie. Teraz postanowiłam zawalczyć o marzenia i zacząć skrupulatnie wprowadzać je w życie, a nie żyć nimi jedynie w swojej głowie.

Tego też Wam życzę!

*Książka użyta we wpisie:

Mc Gregor Lukas, Hypoadrenia. Wyczerpanie nadnerczy., Rzeszów 2016.

2 Komentarzy “Zaprzyjaźnij się ze stresem :)

  1. Zdarza mi się, że mnie stres mobilizuje. Ale nie odbieram tego jako „negatywnego” skutku stresu. Po prostu w trudnych sytuacjach zbieram się w sobie i wszystko jakoś dobrze idzie. Np. na egzaminach potrafiłam sobie przypomnieć coś, czego wodowały mi się, że zupełnie nie pamiętałam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *